Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagrożenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagrożenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 maja 2013

Głową muru nie przebijesz

Zgodnie z zapowiedzią dzisiaj mój komentarz do wyjaśnienia Multibanku.

Prawa poboru kupiłem za pośrednictwem Internetu jak zwykłe akcje – z mojego punktu widzenia operacja ta niczym nie różniła się od poprzednich, kiedy kupowałem akcje. Tym razem przy nazwie akcji były dodatkowe litery PP, ot jakieś dodatkowe oznaczenie akcji, myślałem wtedy.

Pewnego dnia zarówno pieniądze, jak i akcje zniknęły z mojego konta. Z korespondencji, którą prowadziłem z Multibankiem, dowiedziałem się, że powinienem był widzieć, co to są prawa poboru i że moim obowiązkiem było zadzwonić do Infolinii i złożyć zlecenie zakupu akcji.

Ja uważam, że skoro te akcje różniły się od wszystkich innych kupowanych przeze mnie dotychczas za pośrednictwem Internetu, bank powinien był powiadomić mnie (choćby mailem) o moich obowiązkach w związku z tym zakupem. Tym bardziej że podpisując umowę z Multibankiem na świadczenie usług maklerskich zaznaczyłem, że "Mam niewielką wiedzę w zakresie inwestycji w instrumenty finansowe".
W związku z opisaną przeze mnie wyżej sprawą wysłałem kilka reklamacji i skarg – zawsze otrzymywałem odpowiedź, że bank nie miał prawnego obowiązku poinformowania mnie o konieczności telefonicznego złożenia zapisu na akcje.

Rzecz jasna dzisiaj, gdy kupujesz prawa poboru za pośrednictwem internetowego rachunku maklerskiego w Multibanku będziesz zmuszony skorzystać z rozwijanego menu i wybrać "prawa poboru". Dlaczego to zmienili skoro nie mieli obowiązku?

Od 2007 roku staram się nie korzystać z usług usługi maklerskiej Multibanku. Nie oglądam też "Rynków dla opornych"...

wtorek, 23 kwietnia 2013

Wyjaśnienie Multibanku

W poprzednim wpisie Jeden ze sposobów na stracenie pieniędzy opisałem, jak doszło do zniknięcia moich pieniędzy na koncie w biurze maklerskim Multibanku. Na moją reklamację, w której zaznaczałem, że zakup praw poboru niczym nie różnił się od wcześniejszych zakupów akcji, otrzymałem następującą odpowiedź:

Szanowny Panie
W związku z reklamacją zarejestrowaną w dniu 2008-02-13 15:19:13 (numer xxxxxxx) przekazujemy wyjaśnienia MultiBanku:

Prawa Poboru są instrumentem dającym prawo do pierwokupu akcji nowej emisji w ściśle określonym harmonogramie czasowym. Zgodnie z zasadami obrotu giełdowego spółka wprowadzająca od obrotu giełdowego akcje nowej emisji może zrobić to w ramach oferty publicznej lub poprzez oferowanie akcji obecnym akcjonariuszom spółki.
W przypadku spółki RELPOL akcje nowej emisji były sprzedawane z wykorzystaniem Prawa Poboru. Dniem ustalenia prawa poboru był 15 października 2008 roku i wtedy to akcjonariusze spółki RELPOL otrzymali prawo kupna akcji nowej emisji na zasadach określonych w prospekcie emisyjnym. Posiadacze Praw Poboru mają wówczas możliwość sprzedać je na rynku wtórnym lub złożyć zlecenie kupna akcji nowej emisji. Pan dokonał zakupu praw poboru w czasie ich notowania na rynku wtórnym. Kolejnym krokiem, jaki powinien Pan zrobić chcąc kupić akcje nowej emisji było złożenie i opłacenie zapisu na akcje nowej emisji. Za każde posiadane przez Pana Prawo Poboru mógł Pan kupić 10 akcji nowej emisji po cenie 6 zł/sztukę. Brak jakiejkolwiek dyspozycji z Pana strony spowodował, że prawa poboru przepadły na rzecz zapisów dodatkowych złożonych przez innych inwestorów.
Szczegółowy opis dotyczący zasad emisji akcji z Prawem Poboru jest opisany na stronie internetowej MultiBanku (...). Dodatkowo w aktualnościach giełdowych publikowane są informacje o harmonogramie przeprowadzenia oferty. Pod adresem (...) dostępna jest aktualność opisująca szczegółowo terminy przeprowadzenia oferty. Dodatkowo decydując się na zakup akcji nowej emisji Inwestor jest zobowiązany do zapoznania się z zapisami prospektu emisyjnego.
W związku z powyższymi informacjami Bank nie znajduje podstaw do zwrotu reklamowanej przez Pana kwoty.

Z poważaniem


Mój komentarz w następnym poście

piątek, 19 kwietnia 2013

Jeden ze sposobów na stracenie pieniędzy

Od postu Bogaci bankruci rozpocząłem wątek, który można zatytułować: 100 sposobów na stracenie pieniędzy. Myślę, że warto o tym pisać, gdyż bywa tak, że zdobycie pieniędzy jest łatwiejsze od ich utrzymania. Mój bogaty przyjaciel ostrzegał mnie kiedyś: Andrzej, gdy masz pieniądze zawsze krążą wokół Ciebie ludzie, chcący je przejąć.

Jednym ze sposobów tracenia pieniędzy jest inwestowanie w instrumenty, których się nie rozumie. W 2007 roku po obejrzeniu "Rynków dla opornych", gdzie zupełnie nieodpowiedzialnie - moim zdaniem - polecano zakup Relpol PP (bez wyjaśnienia, co oznacza nabycie praw poboru), korzystając z internetowego rachunku maklerskiego w Multibanku, kupiłem sporo tych "akcji", bo tak to wtedy rozumiałem. Reszta w mojej reklamacji wysłanej do Multibanku:

Dnia 19 grudnia 2007 r. za pośrednictwem Rachunku maklerskiego kupiłem XXX praw poboru do akcji Relpol za XXXX zł. Gdy 2 stycznia 2008 r. na moim rachunku nadal były prawa poboru, a zorientowałem się, że na giełdzie nie można nimi handlować, wysłałem pytanie do Państwa (korespondencja w załączeniu), kiedy prawa poboru zostaną przekształcone na akcje? W odpowiedzi otrzymałem harmonogram oferty, z którego wynikało, że 9 stycznia 2008 r. jest przewidywany termin przydziału akcji. Czekałem... Gdy na moim koncie nie pojawiły się akcje, napisałem kolejnego maila z pytaniem, czy zmieniły się terminy. Otrzymałem odpowiedź, że nie macie Państwo żadnych informacji w tej sprawie. Po kolejnym mailu, dowiedziałem się, że akcje zostały przyznane, a gdy zapytałem, dlaczego na moim Rachunku maklerskim jest pusto, otrzymałem obszerną odpowiedź, z której wynikało, że powinienem zgłosić się do POK domu maklerskiego prowadzącego rachunek inwestycyjny (z pracownikiem Multilinii) w celu dokonanie zapisu na akcje. Dowiedziałem się także, że: Jeżeli posiadacz praw poboru nie złoży zapisu na akcje nowej emisji (zapis podstawowy) lub też nie zbędzie praw na giełdzie, wraz z upływem terminu składania zapisów na nowe akcje, prawa poboru znikają z kont ich posiadaczy. W przypadku Inwestorów nabywających prawa poboru na giełdzie nie tylko nastąpi utrata praw poboru, ale również stracą oni bezpowrotnie gotówkę wydatkowaną na ich nabycie. (!!!?)

Szanowni Państwo, prawa poboru kupiłem w ten sam sposób, jak wcześniej kupowałem inne akcje. Nikt nie poinformował mnie, że coś jeszcze muszę robić osobiście – byłem przekonany, że wszystko odbywać się będzie „automatycznie”. Dopiero dnia 13 lutego 2008 r. zostałem o tym poinformowany przez pracownicę Multilinii. Dlaczego zakładacie Państwo, że powinienem to wiedzieć? Dlaczego nie zostałem poinformowany o harmonogramie oferty, obowiązujących mnie terminach i skutkach ich niedotrzymania w momencie zakupu praw poboru? Dlaczego prawa poboru można kupić w identyczny sposób, jak wszystkie inne akcje, jeśli istnieje ryzyko utraty przez Klienta pieniędzy, gdy nie dotrzyma jakiegoś terminu. Co się stało z moimi pieniędzmi, przecież gdzieś zostały zaksięgowane – przecież nie „wyparowały”? Proszę Państwa, ponieważ w momencie zakupu praw poboru do akcji Relpol nie zostałem poinformowany o procedurze zamiany praw poboru na akcje, o obowiązujących mnie terminach i skutkach ich niedotrzymania żądam zwrotu wpłaconych przeze pieniędzy na zakup praw poboru do akcji Relpol w wysokości XXXX zł na moje konto w Multibanku.

   Odpowiedź Multibanku w następnym poście.

piątek, 8 marca 2013

Pomyśl, zanim zadzwonisz do banku

W poście "Wolność finansowa" wyraziłem wątpliwość, czy banki są poważnymi instytucjami. Pisząc to wtedy myślałem o ich polityce kredytowej, jednak dzisiaj miałem wątpliwą przyjemność stracić mnóstwo czasu na kontakt telefoniczny z Citibankiem, więc pomyślałem, że to również jest świetny przykład.

Najpierw nie przeszedłem weryfikacji, bo nie pamiętałem, czy kilka lat temu upoważniłem żonę do mojego konta bieżącego, czy nie (zaznaczam, że z konta nie korzystam - dzwoniłem w sprawie karty kredytowej). Następnie zadzwoniła do mnie Pani z infolinii Citibanku, zadała mi serię podchwytliwych pytań weryfikujących moją tożsamość, a następnie poinformowała mnie, że moja karta została zablokowana, bo zachodzi podejrzenie, że ktoś niepowołany próbował zadziałać w moim imieniu. Na tym nie koniec, w celu odblokowania mojej karty Pani przełączyła mnie do swojej koleżanki. Po odsłuchaniu jakiejś melodyjki zgłosiła się Pani, która zapytała mnie „W czym może pomóc?” Odpowiedziałem, że powinna wiedzieć, bo przecież to ja zostałem do niej przełączony. Pani przystąpiła do kolejnej weryfikacji, czyli zadania mi kilku podchwytliwych pytań w rodzaju: „W jakiej wysokości pożyczkę spłaca Pan w Citibanku?”. Oczywiście, nie spłacam żadnej pożyczki. Po zaliczeniu testu Pani poinformowała mnie, że za chwilę przełączy mnie do automatu w celu umożliwienia mi wprowadzenia telepinu, za co zapłacę 3 zł. Po upewnieniu się, czy jestem do tego przygotowany i dopytaniu się, czy jeszcze może mi w czymś pomóc, dała mi szansę na wprowadzenie telepinu. 

Sami oceńcie, czy taki bank można traktować poważnie?

sobota, 9 lutego 2013

Czy wynajmująca może spać spokojnie?

W poprzednim wpisie wspomniałem, że znam smutny przypadek, gdy wynajmujący nie przedłużył umowy z właścicielką myjni. Cała ta historia zawarta jest w odwołaniu do zarządcy terenu, gdzie była myjnia. Przytaczam je z kilkoma zmianami, utrudniającymi identyfikację tej firmy na życzenie pokrzywdzonej (chociaż nie wiem dlaczego nie piętnować publicznie takiego nieetycznego postępowania?).

Zwracam się z prośbą o interwencję w sprawie mojej myjni na terenie KKK, która ma zostać zastąpiona przez... myjnię prowadzoną przez innego właściciela po dziwnym konkursie ofert, do którego nawet nie zostałam zaproszona.

W styczniu 2009 r. w czasie urlopu dowiedziałam się, że moją myjnię ma przejąć inny właściciel. Przerwałam urlop, aby umówić się na spotkanie z dyrektorem G.CH. W trakcie rozmowy dowiedziałam się, że zbierane są oferty na prowadzenie myjni w tym samym miejscu, co prowadzona przez mnie myjnia (sic!). Na pytanie, dlaczego – zgodnie z zasadami etyki prowadzenia biznesu – ja nie zostałam poproszona o złożenie oferty, Pan Dyrektor stwierdził, że… to dobry pomysł i dał mi na złożenie oferty trzy dni (w tym weekend)! Gdy zapytałam, dlaczego chce zmienić firmę prowadzącą myjnię, usłyszałam, że nie odpowiada mu wizerunek mojej myjni i wysokość czynszu, jaki płacę (nigdy nikt mnie nie informował do tej pory, że jest to warunek dalszej współpracy). Odpowiedziałam, że chętnie dostosuję wygląd myjni do oczekiwań właściciela obiektu oraz jestem gotowa negocjować warunki wynajmu. Poza tym Pan Dyrektor nie miał żadnych zastrzeżeń do prowadzonej przeze mnie działalności. Kończąc rozmowę oświadczył, że nie przedłużając ze mną umowy postąpi zgodnie z prawem. Zapewne tak, tylko czy zgodnie z etyką prowadzenia biznesu?

Myjnię wymyśliłam i zorganizowałam od podstaw w 2001 roku. Rozwijałam to przedsięwzięcie inwestując w urządzenia i infrastrukturę przez 8 lat, rozwijając wachlarz usług i park maszynowy (m.in. wybudowałam pomieszczenia, doprowadziłam wodę ciągnąc rury przez cały parking - ok. 100 m, zainstalowałam ogrzewanie rur doprowadzających wodę, wybudowałam studnie przelewowe w celu ochrony kanalizacji przed zanieczyszczeniem itd.). Łącznie zainwestowałam przez te lata ponad 70 tys. złotych netto.
Jest to myjnia ręczna i ekologiczna wyposażona w nowoczesne urządzenia myjące i piorące (myjki ciśnieniowe Karcher, odkurzacze czyszczące i piorące firmy Grizzli), co zapewnia wysoki standard wykonywanych usług. Nigdy nie było skarg na moją firmę i prowadzoną przez nią działalność ze strony klientów. Wręcz przeciwnie klienci oceniają ją jako najlepszą myjnię w okolicy i często przyjeżdżają umyć samochód, a przy okazji ……!

Dlatego też postępowanie Pana Dyrektora G.CH. traktuję jako bezpodstawne wyrzucenie mnie i zatrudnianych przeze mnie osób, kiedy biznes dobrze działa i cały czas się rozwija (poprzez nieprzedłużenie ze mną umowy). Odbieram to jako działanie kwalifikujące się jako przejęcie mojego majątku i klientów. Czuję się zlekceważona jako przedsiębiorca przynoszący dochód także firmie XYZ. Przez okres współpracy z XYZ działałam zgodnie z umową, ściśle wywiązując się ze wszystkich narzuconych mi żądań w bardzo restrykcyjnej umowie (w moim odczuciu nie zawsze zgodnych z prawem, np. konieczność wysyłania comiesięcznej informacji o obrotach mojej myjni pod groźbą bardzo wysokiej kary pieniężnej). (…)

Oczywiście odwołania na niewiele się zdały.